Czy to był cud?
W niewielkim Zbarzewie – dekanat
święciechowski, oddalonym od Leszna 15 km. Maria i
Adam po trzynastu latach małżeństwa otrzymali syna.
Dziękując Bogu nadano mu imię Karol na cześć Ojca
Świętego Jana Pawla II, duchowo polecając syna
opiece Papieża.
Karol nie wyróżniał się niczym na
tle innych chłopców. Jest dzieckiem bezproblemowym,
statecznym, spokojnym, ułożonym, myślącym ponad swój
wiek, umie się wypowiadać. Taka opinia cieszy się u
nauczycieli, psychologów, rodziców. Lekarze ostatnio
dołączali kolejny przymiot – rozumie i cierpliwie
przejmuje cierpienia.
Choroba chłopca uaktywniła się
wiosna ubiegłego roku. Rozpoznano anemie i
żółtaczkę. Chłopiec słabł, tracił przytomność.
Założono mu maskę tlenowa, gorączka utrzymywała się.
Po tygodniu umierającego Karola przewieziono do
Poznania. Kolejna seria badań. Tymczasem płuca
zalewały się krwią, pękło prawdopodobnie małe
naczynie włosowate... Po następnych szesnastu
dniach, Karol otrzymuje sakramenty z rąk kapelana
szpitalnego, zostaje duchowo przygotowany na...
przejście.
Rodzice zostają poinformowani, że: z
powodu coraz mniej wyczuwalnego tętna i coraz
wolniejszej pracy serca trzeba chłopca intubować.
Nie wiadomo czy się obudzi, wszystko w rękach
najwyższego Boga – stwierdzają lekarze i proszą:
„niech w parafii się modlą, myśmy z naszej strony
zrobiliśmy wszystko” – stwierdza pani ordynator...
Wraz z parafianami kierowałem ku
Bogu nieustający szturm modlitw, każdy na swój
możliwy sposób starał się łączyć z cierpiącym
Karolem i jego rodzicami. Cała parafia zna Karola.
Odprawiono wiele mszy, odmawiano również modlitwę o
cud powrotu do życia przez wstawiennictwo Sługi
Bożego Jana Pawła II...
I stał się cud... Chłopiec
przebudził się po 9 dniach, a pierwszym słowem,
jakie wypowiedział było mama, bo cały czas była ona
przy nim. Dzień i noc pani ordynator prosiła, by do
chłopca mówić, choć aparatura zastępuje procesy
życiowe i chłopiec śpi, to jednak słyszy głos
bliskich osób. Kolejne badania wykazały wadę serca,
przeprowadzono operacje, zapisując dietę
bezglutenowa i bezmleczną. Jak mówi pani ordynator
to choroba rzadko spotykana, w jej dwudziestoletniej
pracy był to tylko 5 ty przypadek.
Przybyłem do szpitala i ujrzałem
Karola walczącego z chorobą... Na znak, że mnie
rozpoznaje, słyszy i rozumie, lekko ścisnął mi palec
ręki. Zacząłem: „Wrócisz, wrócisz do domu i do
rodziców i będziesz jeszcze ministrantem, będziesz
służył Chrystusowi i mi pomagał... Oprawimy Msze
dziękczynne i napiszemy rozdział do książki o cudach
zdziałanych przez Boga za wstawiennictwem Sługi
Bożego Jana Pawla II”.
W imieniu rodziców Karola i swoim
własnym pragnę podziękować służbie zdrowia,
szczególnie pani ordynator w Poznaniu, za pełną
oddania służbę ratowania młodego życia. Parafianom
za otwarta dłoń i oddaną krew, zamówione Msze,
obecność w kościele, modlitwę. Bóg zapłać.
Ksiądz Proboszcz i rodzice