Bardzo ważne miejsce w życiu modlitwy
Księdza Kardynała miała jego pobożność
maryjna, której tradycyjne formy wyniósł z
domu rodzinnego i z parafii. Gdy podczas
pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny odwiedził
Wadowice, dziękował Bogu, że mógł „jeszcze
raz spojrzeć w oblicze matki Bożej
Nieustającej Pomocy” (Pielgrzymki do
Ojczyzny, s. 152). To przed Jej
wizerunkiem w bocznej kaplicy kościoła
parafialnego jako uczeń modlił się rano
przed lekcjami i w godzinach popołudniowych,
po zakończonych lekcjach. W Wadowicach „na
Górce” był klasztor ojców karmelitów, którzy
szerzyli kult św. Józefa i karmelitański
szkaplerz. Sługa Boży mając 10 lat zapisał
się do szkaplerza, który stale nosił i z
którym poszedł do domu Ojca. Dodam, że był
to „prawdziwy” szkaplerz - z sukna, a nie
medalik na łańcuszku.
Wspomniano już, że w okresie dębnickim
zapisując się do „Żywego Różańca” spotkał
człowieka o głębokim życiu wewnętrznym -
Jana Tyranowskiego. Dzięki niemu poznał „Traktat
o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej
Maryi Panny”, napisany przez św. Ludwika
Marię Grignon de Montfort. Jak wyznaje, pod
wpływem Jana i lektury Traktatu, jego
„sposób pojmowania nabożeństwa do Matki
Bożej uległ pewnej przebudowie”. Dotąd
bowiem był „przekonany, że Maryja prowadzi
nas do Chrystusa”, teraz zaś zaczął „rozumieć,
że również i Chrystus prowadzi nas do swojej
Matki” (DT, s. 29). Trzymając się
idei przewodniej naszej prezentacji, można
by powiedzieć, że nie tylko Maryja prowadzi
nas do uklęknięcia przed Bogiem, ale że
także Chrystus prowadzi nas do uklęknięcia
przed swoją Matką.
Wśród wielu form pobożności szczególnie
bliskie sercu Sługi Bożego było
pielgrzymowanie do Maryjnych sanktuariów,
zwłaszcza do Częstochowy i Kalwarii
Zebrzydowskiej, które zaczęło się już w
latach dziecięcych. Pozwólcie, że na
potwierdzenie tego znów przywołam jego słowa.
Gdy był w Kalwarii w pamiętnym 1979 r., ze
wzruszeniem wspominał, że wiele razy
nawiedzał to sanktuarium Matki Bożej i
dróżki jako kapłan, a przede wszystkim jako
arcybiskup krakowski i kardynał. Przychodził
z kapłanami i pielgrzymkami stanowymi.
Jednakże najczęściej przychodził sam i
wędrował po dróżkach Jesusa i Jego Matki,
rozpamiętując Ich najświętsze tajemnice. I
wyznał jeszcze, że „prawie żadna z tych
spraw, które czasem niepokoją serce biskupa
… nie dojrzewała inaczej, jak tutaj, przez
przemodlenie jej w obliczu wielkiej
tajemnicy wiary, jaką Kalwaria kryje w sobie”
(Pielgrzymki, s. 147 n).