Zwracając się ku Chrystusowi nie
tracimy nic, a zyskujemy nieskończenie wiele
Jestem studentem Politechniki
Częstochowskiej, mam 25 lat. Z naszym ukochanym
Rodakiem Janem Pawłem II nigdy się nie spotkałem,
nie miałem nawet okazji zobaczyć Go na żywo, a mimo
to Jego osoba wywarła na moje życie tak ogromny
wpływ.
Jeszcze kilka lat temu fakt, że
Polak jest Papieżem – czyli przedstawicielem
Chrystusa na ziemi – nie robił na mnie większego
wrażenia. Wszystko zmieniło się pamiętnego 2
kwietnia 2005 roku. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy
jak od tego momentu moje życie diametralnie się
odmieni. Moja ówczesna „kondycja” duchowa i
egzystencjalna była fatalna. Przez kilka ostatnich
lat żyłem z dala od Boga i Kościoła, z zawodem
miłosnym, pogrążony w nałogach i beznadziejności.
Upadłem nisko, chociaż jak się później przekonałem,
nigdy nie możemy upaść niżej niż na Bożą Dłoń.
Św. Paweł mówi: „Gdzie (...)
wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się
łaska” (Rz 5,20). Im bardziej człowiek jest
udręczony przez grzech, tym więcej otrzymuje od
Chrystusa łaski, aby mógł powrócić do jedności z
Bogiem i cieszyć się pełnią życia. I ja
doświadczyłem w swoim życiu tej oczyszczającej mocy
Boga. Pisząc – chociaż nieudolnie i nieporadnie – o
moim nawróceniu, chciałbym właśnie dać temu
świadectwo. Tak jak każdy kto został uleczony
przebaczającą miłością Jezusa, jestem zobowiązany
nie tylko wysławiać miłosierdzie Boga, ale także z
całą mocą świadczyć o nim wśród tych, którzy nie
mają odwagi zwrócić się ku Bogu, który jest naszym
ostatecznym celem i szczęściem, którego bez
wytchnienia szukamy. Jak sam się przekonałem,
zwracając się ku Chrystusowi nie tracimy nic, a
zyskujemy nieskończenie wiele.
Kiedy podano do wiadomości że Ojciec
Święty nie żyje, rozpłakałem się jak dziecko, to mną
w jakiś sposób wstrząsnęło. Czułem się w tamtym
czasie tak, jakbym stracił jedną z najbliższych
osób. Oglądałem mnóstwo programów i filmów o Papieżu
nadawanych w telewizji. Zobaczyłem i uświadomiłem
sobie jak wielkim człowiekiem był Jan Paweł II –
nasz Rodak, jak wspaniały był to dar od Boga dla nas
Polaków i dla świata. O jakże Pan Bóg wywyższył i
wyszczególnił naszą Ojczyznę! Zobaczyłem człowieka,
który prawdziwie kocha ludzi, zobaczyłem Jego
pogodną i ciepłą twarz, z której promieniowało samo
dobro, Jego pełne siły i miłości oczy. Podziwiałem
Jego głęboką osobowość, odwagę i bogactwo Jego
myśli. Uświadomiłem sobie że ten Wielki Papież Polak
przeszedł przez życie dobrze czyniąc i całkowicie
spalając się dla Chrystusa i dla dobra całej rodziny
ludzkiej. Całym swoim nauczaniem ukazywał światu
Boga bogatego w miłosierdzie.
Od
tamtego momentu zaczął się mój powrót do Kościoła,
do Boga. Zacząłem modlić się, czytać Pismo Święte
oraz uczestniczyć w niedzielnej Eucharystii. Moje
życie zaczęło toczyć się poniekąd wokół osoby
Papieża Polaka i Jego wielkiego Pontyfikatu.
Oglądanie filmów papieskich, pielgrzymek, słuchanie
homilii Papieża, czytanie Jego
tekstów czy tekstów o Nim stało się po prostu moją
pasją. Ta fascynacja osobą Sługi Bożego Jana Pawła
II na wielu płaszczyznach – trwa po dziś dzień.
Papież cały czas jest mi bardzo bliski, jest
ukochanym ojcem.
Kolekcjonuję książki, multimedia i
czasopisma o naszym największym Rodaku, zgłębiam
papieskie nauczanie, całe to wielkie dziedzictwo
jakie nam zostawił i staram się na różne sposoby
„zarażać” też tym innych i oczywiście świadczyć o
naszym Panu, Jezusie Chrystusie, który do końca nas
umiłował.
Myślę, że trzeba tu podkreślić, że
jeśli tylko „odkryje się” Papieża, to od razu
„odnajduje się” Pana Boga. Ja mogę powiedzieć, że
poniekąd właśnie taką drogę przeszedłem: „przez
Papieża do Boga”. Bo w Janie Pawle II „zajaśniała
ojcowska dobroć Boga, chwała krzyża Chrystusa i
piękno Ducha miłości”. Jakże wielkim świadkiem
Chrystusa, miłośnikiem Jego Krzyża i
Zmartwychwstania był ten nasz Papież! Tak. Patrząc
na Jana Pawła II jako „odblask” ojcowskiej dobroci
Boga Samego, można sobie wyobrazić jak Pan Bóg jest
nieskończenie bardziej kochający wszystkich ludzi,
miłosierny i cierpliwy. (...)
Jednak żeby zobaczyć owoce i
„rzeczywiste oznaki” mojego nawrócenia trzeba było
poczekać do czasu pierwszych od kilku lat spowiedzi.
Pan Bóg poniekąd „przymusił” mnie do pójścia do
spowiedzi, dopuszczając cierpienia duchowe. Bóg w
swej wspaniałości potrafi ze zła wyprowadzić dobro,
różnymi drogami do nas dociera. Przybliża nas do
Siebie często poprzez cierpienie fizyczne i
duchowe.
Kiedy zacząłem regularnie spotykać
się z Panem Jezusem w sakramencie pokuty i
pojednania i jak najczęściej przyjmować Go w Komunii
św. - mogłem z Bożą pomocą zacząć zmieniać swoje
życie i uwolnić się od zła, w którym tkwiłem.
Świadczy to niewątpliwie o tym, że mając nawet
najlepsze chęci, bez spowiedzi i Komunii św., bez
łaski Bożej płynącej z sakramentów św., nie jesteśmy
w stanie wytrwać w dobrym i skutecznie przeciwstawić
się szatanowi, słabościom i pokusom. Im ściślej
jesteśmy zjednoczeni z Kościołem, tym głębiej
wzrastamy w Chrystusie dzięki mocy Ducha Świętego.
(...)
Wierzę, że Jan Paweł II jest naszym
potężnym orędownikiem przed Tronem Boga Ojca i
wstawia się za swoimi rodakami, sam mówił: „Ja
jestem jednym z was, ja kocham mój Naród!”.
Do dziś staram się żyć w łączności z
Panem Bogiem, pozostając z Nim na modlitwie,
słuchając Jego słowa, spotykając się z Nim w
sakramentach św., świadomie przeżywając swoją wiarę
i życie jako uczeń Chrystusa. Wiem po co żyję i ku
czemu zmierzam. Odnalazłem sens i radość życia
jakiej nie znałem!
Michał